Sprzedaż z gospodarstwa – coś się ruszyło w przepisach….

Już nie tylko mleko i śmietana , ale twaróg czy masło . Jest zmiana w rozporządzeniu ministerstwa rolnictwa, rozszerzająca katalog produktów możliwych do sprzedaży bezpośredniej przez drobnych rolników, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej. Taka sprzedaż  jest według polskiego prawa możliwa, ale tylko surowców i z licznymi ograniczeniami. Nie można na przykład sprzedawać wieprzowiny i wołowiny. Nie można poddawać surowców obróbce ani naruszyć ich struktury, bo jest to traktowane jako przetwarzanie. To dlatego sprzedawanie np. masła przez rolników, którzy nie mają zarejestrowanej działalności gospodarczej, nie było do tej pory oczywiste.

Dokument został już przesłany do wiadomości Komisji Europejskiej, powiedziała smakujzycie.pl posłanka PO Dorota Niedziela, szefowa sejmowej podkomisji rolnictwa zajmującej się sprawą sprzedaży bezpośredniej. Komisja ma teraz 3 miesiące na ewentualne uwagi. Jeśli ich nie przedstawi, przepisy wejdą w życie. Jak informuje na swojej stronie ministerstwo rolnictwa, jest wstępne poparcie dla rozporządzenia ze strony unijnego komisarza ds. zdrowia i bezpieczeństwa żywności Vytenisa Andriukaitisa, który na początku marca spotkał się z szefem resortu zdrowia Markiem Sawickim.

Rozporządzenie dotyczy tylko produktów pochodzenia zwierzęcego, bo to one podlegają kontroli ministerstwa rolnictwa. Dokument rozszerza katalog produktów dostępnych do sprzedaży przez drobnych rolników, m.in o : mleko zsiadłe, siarę,1-1-DSC_0300 masło, ser twarogowy niedojrzewający kwasowy (twaróg), maślankę, serwatkę oraz wprowadza możliwość sprzedaży bezpośredniej jaj z gospodarstwa.  Dotychczas jaja można było sprzedawać, ale poza gospodarstwem, nawet wtedy, gdy rolnik zarejestrował się jako prowadzący sprzedaż bezpośrednią.  Dokument liberalizuje także nieco obszar na którym rolnik może sprzedawać . Obecnie jest to możliwe tylko w województwie gdzie produkuje, oraz województwach sąsiadujących. A jeśli sprzedaż ma być prowadzona gdzie indziej, trzeba to zgłosić powiatowemu lekarzowi weterynarii na miejscu planowanej sprzedaży, na 7 dni przed jej rozpoczęciem. Po wejściu w życie rozporządzenia,  sprzedaż podczas wystaw, festynów, targów oraz kiermaszów organizowanych w celu promocji produktów, możliwa byłaby w różnych regionach.

Projekt powstał jako skutek 2 lat prac sejmowej podkomisji rolnictwa zajmującej się sprawą sprzedaży bezpośredniej.  Próbowała ona tak zmodyfikować krajowe przepisy, aby w katalogu surowców możliwych do sprzedaży przez drobnych rolników, znalazły się także produkty poddane częściowej obróbce ( np. chleb, dżem, kasze. ) Krajowy system wyklucza bowiem działalność rolniczą i działalność gospodarczą jednocześnie. A w ramach rolniczej, można sprzedawać właściwie tylko surowce. Chyba że rolnik stanie się przedsiębiorcą, tak jak to jest w krajach UE.  Teraz ministerstwo rolnictwa zdecydowało się na modyfikację w obszarze który kontroluje czyli produktów pochodzenia zwierzęcego. Resort zdrowia ( kontrolujący produkty pochodzenia roślinnego), podczas lutowego posiedzenia podkomisji, wycofał się z przedstawiania swojego zmodyfikowanego rozporządzenia, mimo ponad 2-letnich prac. Przedstawiciel ministerstwa zdrowia mówił wtedy, że próba modyfikowania rozporządzenia tego resortu, niesie ryzyko braku akceptacji Komisji Europejskiej, bo w katalogu produktów bezpośrednich, będziemy próbowali umieścić produkty częściowo przetworzone. Argumentował, że Komisja mogłaby także wytknąć Polsce niespójności już istniejące w naszym prawie. Mamy bowiem zapis o możliwości sprzedaży surowców kiszonych (choć nie krojonych (!)) oraz suszonych, a kiszenie i suszenie niekoniecznie musi mieścić się w kategorii surowców. Zadeklarował natomiast opracowanie z Państwową Inspekcją Sanitarną, przewodnika z minimalnymi warunkami jakie muszą być stworzone dla lokali w których produkowana jest żywność na małą skalę. Miałby to być gest w stronę drobnych rolników i próba stworzenia w końcu krajowych wytycznych dla drobnych przetwórców. Zaproponował powołanie  zespołu międzyresortowego, który zająłby się stworzeniem nowych uregulowań dotyczących sfery małych przedsiębiorców. Takie przepisy mogłyby istotnie rozwiązać wiele problemów, ale nie wiadomo, na ile realne jest wypracowanie rychłego kompromisu w tej sprawie, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych.1-DSC_0008

Przepisy stworzone przez kolejne rządy dla polskich rolników, z jednej strony dają im ulgi w postaci rolniczego ubezpieczenia, ale z drugiej pozbawiają możliwości przetwarzania swoich surowców. A małe gospodarstwa mogłyby dostarczać bezcenne pyszne produkty. W przeciwieństwie do niektórych innych krajów UE, rolnik w polskim systemie nie jest bowiem przedsiębiorcą. Z założenia prowadzi tzw. działalność rolniczą w ramach której może wprawdzie sprzedawać płody rolne ze swojego gospodarstwa, ale z limitami i z założenia nie może ich przetwarzać. Gdy decyduje się sprzedawać ponad limity określone działalnością rolniczą, musi opuścić udogodnienia płynące z KRUS-u oraz podatku rolnego i przejść na system standardowy dla każdego przedsiębiorcy ( ZUS oraz standardowe podatki). Nie wszyscy, którzy chcą przetwarzać na małą skalę, chcą się na to decydować. Chodzi tu przede wszystkim o surowe normy dotyczące bezpieczeństwa żywności.  Stworzono wprawdzie możliwość drobnego przetwarzania w ramach  działalności „Marginalnej Lokalnej i Ograniczonej”, ze złagodzonymi regułami dotyczącymi bezpieczeństwa żywności, ale nie dotyczy to w ogóle produkcji z roślin. Jeśli więc jesteś drobnym rolnikiem i chcesz robić dżem, to musisz zarejestrować działalność gospodarczą, a polskie prawo potraktuje cię być może na tych samych zasadach, co wielki zakład produkcyjny. Jak podkreślają przedstawiciele organizacji rolniczych, wiele zależy tu od dobrej woli urzędnika.

DSC_0182Najłatwiej zrozumieć to na przykładzie jabłka. Bo gdy mamy sad, możemy oczywiście sprzedawać całe jabłka. Ale nie możemy ich przekroić, bo wtedy zaczyna się przetwarzanie i musimy zarejestrować działalność gospodarczą. Taką działalnością jest też robienie soków czy dżemów. Nasze jabłko możemy natomiast zakisić. Albowiem kiszenie i suszenie, choć zmieniają strukturę produktu, dopuszczono w polskim prawie, jako mieszczące się w sprzedaży surowców. No tyle tylko, że nikt nie suszy całych jabłek, ale przekroić ich nie wolno, jeśli chce się sprzedawać według reguł sprzedaży i dostaw bezpośrednich oraz korzystać z udogodnień prowadzenia działalności rolniczej, czyli z KRUS-u i niepłacenia podatków. Ta sama zasada odnosi się do grzybów – tu tego typu ograniczenie może doskwierać dużo bardziej, bo suszymy zazwyczaj przecież nie tylko całe, ale i przekrojone. Jeszcze bardziej boli, gdy rybak któremu nie uda się sprzedać danego dnia odłowionych ryb, nie może ich uwędzić – to już bowiem przetwarzanie produktu, podobnie jak jego filetowanie czy krojenie. Wtedy także musiałby zarejestrować działalność gospodarczą. Dla tych którzy chcą przysłowiowe jabłko przekroić i przetworzyć produkty, stworzono w przepisach działalność „Marginalną Lokalną i Ograniczoną”, która pod pewnymi warunkami pozwala zachować dogodne rolnicze ubezpieczenie, ale stwarza ograniczenia. Oczywiście w każdej chwili rolnik może stać się przedsiębiorcą i wtedy zaistnieć na rynku w dowolny sposób. To oznacza jednak rezygnację z rolniczego ubezpieczenia i przejście na zwykły system podatkowy.

Produkty z gospodarstwa podzielono na te roślinne i te pochodzenia zwierzęcego. To wygodne dla urzędników, bo jedne podlegają kontroli inspekcji sanitarnej ( i ministerstwu zdrowia), a drugie weterynaryjnej (i ministerstwu rolnictwa). Dla rolników zaś mających w gospodarstwie jedno i drugie – podział to zupełnie nienaturalny. Brakuje przepisów dla drobnych wytwórców, potraktowania ich surowców w całości i stworzenia możliwości prawnych dla małego przetwórstwa. Eksperci podkreślają, że to możliwe, bo uczyniono to już we Włoszech, Francji czy Irlandii.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *