Poznań – Toga

Do poznańskiej „Togi” zaprowadził mnie Zbigniew Wróbel, smakosz, pasjonat kulinariów, działacz sieci „Dziedzictwo Kulinarne” w Wielkopolsce. „Toga” to lokalik w centrum Poznania, do którego schodzi się po schodkach.

Zbigniew Wróbel

Zbigniew Wróbel

W przytulnej restauracji o ciepłym wnętrzu, gościli nas właściciele: Ewa i Piotr Michalscy. Już krótka rozmowa z nimi pozwala zrozumieć, że mamy tu do czynienia z ludźmi, którym zależy na tym, aby innych karmić dobrze. Ciekawe jest to, że ta restauracja nie jest – jak się zdaje – wynikiem planowania i długoletniej pasji, która w końcu stała się ciałem. Ciekawe, zważywszy na efekt końcowy… Jak opowiadał pan Piotr,  kiedyś, „po kolejnym zakręcie życiowym i rocznym siedzeniu w domu, córka zapowiedziała, że mamy się zabrać za coś i przestać się nudzić. Wymyśliła nam kawiarnię, z której zrobiła się restauracja”.

Ewa i Piotr Michalscy

Ewa i Piotr Michalscy

Oboje właściciele z wykształcenia są zootechnikami, więc gastronomię znali od strony domowego jedzenia. Najpierw otworzyli kawiarenkę, ( jeszcze wtedy na innej ulicy ), a jej goście, w większości prawnicy pracujący w pobliżu, zaczęli się domagać jakiegoś jedzenia. Więc najpierw były zupki, a potem dania. „Pewnie Ćwierczakiewiczowa nie powstydziłaby się naszego menu” – mówił pan Piotr. Szli za gustami gości. Lubili gotować i na początku pracowali i gotowali oboje. Ale kamienica została sprzedana i wtedy przenieśli się gdzie indziej. Na nowym miejscu postanowili „pobawić się w kuchnię polską”. I tak przedstawia się dzisiaj „Toga”; „czerpiemy z kulinarnych tradycji dworskich i mieszczańskich”. 1-DSC_0316Ale to jest kuchnia polska z wielką fantazją. Znalazła się w menu koźlina, ale można spotkać rosół z gęsiny, czerninę, czy zupę z jesiotra. Ale to przede wszystkim kuchnia autorska, bo widać, że w kuchni z produktami się mocno eksperymentuje. Widać fantazję w doborze składników na talerzu. Można spotkać dania, których nie zobaczymy nigdzie indziej. Na przykład tatar z serca wołowego ? To taki eksperyment – mówi pan Piotr. W środku jest dużo różnych ścięgien i powięzi, trzeba to wyciąć i przyprawia się to inaczej niż tradycyjnego tatara; dodaje się gałki muszkatołowej. „To wszystko są rzeczy umowne, w Chorwacji dodaje się do tatara armaniaku” – dodaje. Na tatara się nie skusiłam, ale dałam się namówić na …koninę. No niestety, była bardzo dobra, choć tego więcej nie powtórzę, wyłącznie ze względów psychologicznych. Ale rozumiem tych, którzy argumentują, że gdy jemy mięso, to żadne zwierzę nie jest gorsze lub lepsze. Więc albo konsekwencja, albo wegetarianizm. Ale to zupełnie inna rozmowa…

1-DSC_0472 (2)Ale wracając do „Togi”, to moim zdaniem jest to przykład restauracji w wielu aspektach idealnej; świeże składniki starannie dobierane, właściciele którzy wiedzą co podają swoim gościom i czasem – gdy mają czas – chętnie z nimi porozmawiają. Fantazja wykonania, wiedza o produkcie, menu którego nawet nie ma na stronie internetowej, bo jest zależne od stanu kuchni. Cóż jeszcze trzeba ? W „Todze” zjecie smacznie i sezonowo.  

„Toga” jest członkiem sieci Dziedzictwa Kulinarnego Wielkopolska i deklaruje stosowanie się do zasad Slow Food. Często można tam spotkać dania z jesiotra i świni złotnickiej, rasy najbardziej szanowanej przez smakoszy wieprzowiny.

Dorota Nygren, Polskie Radio (sierpień 2015)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *