Byszewska: zmienić zasady traktowania gospodarstwa

 Polski rolnik nie ma tyle swobody w sprzedawaniu produktów z własnego gospodarstwa, co rolnik w innych krajach UE. Wynika to głównie z naszych krajowych przepisów. Dużo większą swobodę mają ci, którzy zdecydują się rozpocząć działalność gospodarczą, ale przed tym, wielu się wzbrania. Czasem, to się po prostu nie opłaca przy zbywaniu własnych – stosunkowo niewielkich plonów. Hamulcowym jest też pokusa pozostania w sferze tzw. działalności rolniczej, z podatkiem  rolnym  zamiast standardowego i z Kasą Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego zamiast  ZUS-u.  Z rolniczej kasy i podatku  płyną udogodnienia. Ale są tacy którzy mówią, że rezygnacja z nich, wyszłaby rolnikom na dobre. Mogliby być automatycznie przedsiębiorcami, tak jak  rolnicy w wielu krajach Unii, a możliwości płynące z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej, niejednemu pozwoliłyby rozwinąć skrzydła. Brakuje rozwiniętego systemu przepisów dla małych przedsiębiorców. I mamy dualny system;  rolników, którzy działalności gospodarczej nie prowadzą, a produkty z gospodarstwa sprzedają z wieloma ograniczeniami oraz rolników, którzy przeszli „na biznesową stronę”.  Tych ostatnich zrzesza m.in Polska Izba Produktu Lokalnego i Regionalnego.            

Czy w naszych sklepach może być więcej produktów regionalnych? Tych prawdziwych – z małych gospodarstw, a nie tylko tych nazwanych „regionalnymi” na naklejce. O przepisach i o polskich produktach regionalnych, w rozmowie z Izabellą Byszewską, prezes zarządu Polskiej Izby Produktu Lokalnego i Regionalnego. 

smakujzycie.pl: W krajach Europy zachodniej można spotkać w regionach specjalne sklepy z produktami od kilkudziesięciu lokalnych rolników. Czy my się tego doczekamy ?

Izabella Byszewska:  U nas już są takie sklepy, ale oczywiście nie na tak dużą skalę jak w Niemczech czy w  Austrii. Ale na przykład spotkałam się z takim sklepem nad Narwią w gospodarstwie pani, która produkuje sery a oprócz tego sprzedaje jeszcze produkty zaprzyjaźnionych z nią rolników. U nas to są może dziesiątki takich sklepów, a nie setki tego typu przedsięwzięć. I jest to bardzo dobra droga, ale muszą być przełamane pewne bariery psychologiczne, bo jesteśmy troszkę indywidualistami, wycofanymi jeśli chodzi o wspólne działanie. Każdy woli sprzedać sam i gdzieś zaistnieć ze swoim produktem a nie wspólnie. To kwestia przełamania pewnej mentalności. No i oczywiście sprawa legalności tej sprzedaży. Bo jeśli powstaje taki sklepik u rolnika, to od razu pojawia się pytanie, czy on jest handlowcem czy przedsiębiorcą… więc to wszystko w świetle naszych rozwiązań prawnych jest trudne, ale nie niemożliwe. Musimy jeszcze spojrzeć na to od strony handlowej czyli możliwości sprzedaży; jeśli to jest w jakimś gospodarstwie gdzie diabeł mówi dobranoc, to wiadomo, że nie będzie tej sprzedaży. Natomiast jeśli to jest w gospodarstwie agroturystycznym, albo w miejscu odwiedzanym przez turystów, to te możliwości są o wiele większe. Innym dobrym rozwiązaniem jest, a takie także spotkałam w Polsce..  zaczyna to się tworzyć…  sprzedaż produktów w restauracjach. Przede wszystkim regionalnych, które leżą gdzieś na trasie turystycznej. I tam oprócz dań regionalnych i lokalnych, są także serwowane lokalne produkty. Bywa też tak, jak w Łomży w restauracji „Syta Panna”, że właściciel ściąga produkty regionalne z całej Polski, ale tylko te, które zna. Ponieważ sam uczestniczy w tym rynku, czy w kiermaszach, to zna producentów i ściąga te produkty, które jego zdaniem są wysokiej jakości. Ale przede wszystkim należałoby iść w kierunku tej lokalności. Na przykład żeby w restauracji na Kaszubach sprzedawane były też kaszubskie produkty. Chodzi też o pokazanie konsumentom, że nie tylko te dania są wysokiej jakości ale, że mogą także zaopatrzyć się w jakieś produkty. Z drugiej strony to napędza rozwój lokalny. Tylko , że u nas to jest niestety jeszcze rzecz amatorska powiedziałabym..tego typu przybytki prowadzą entuzjaści czy znawcy regionalnych specjałów, a cała większość bazuje na ekonomii.  Jeżeli restaurator może się zaopatrzyć w najbliższej hurtowni w tanie surowce, to nie kupi kartofli czy marchewki od okolicznego rolnika, czy wędlin od miejscowego masarza, bo w hurtowni ma produkty o wiele tańsze. Także o innej trudności sygnalizowali nam restauratorzy; często restaurator nie ma stuprocentowej pewności, że za każdym razem ten produkt będzie powtarzalny. Jak mówił 1-DSC_0468jeden z restauratorów „co z tego, że zamawiam wołowinę u okolicznego rolnika, jeśli ta wołowina za każdym razem jest inna, a kupuję w hurtowni i ona spełnia standardy jakich ja wymagam”. Także tu też jest daleka droga , by dostosować to do sytuacji w której wzajemnie strony mogą odpowiadać na swoje oczekiwania. Były też takie absurdalne historie, że producenci gęsi chcieli, by restauratorzy te gęsi odbierali zabite ale upierzone i niewypatroszone. A restauratorzy oczekiwali, by gęsi były przywiezione już konfekcjonowane .. oskubane, opakowane itd. Także myślę, że przed nami jeszcze daleka droga.

s: Gdy się w Austrii wchodzi do większego sklepu spożywczego, to od razu widać lokalne produkty.  Mają specjalne oznaczenie albo wyeksponowane miejsce . Czy to dobra droga ? Czy upowszechnianie produktów regionalnych nie stwarza zagrożenia, że stracą na jakości ?

I B: To wszystko zależy w jakiej formie się to sprzedaje. Widziałam w okolicach Monachium sprzedaż produktów z logo „Unser Land” a ten znak został upowszechniony w 10 gminach w okolicach Monachium… ale osoby które założyły to stowarzyszenie, zadbały o to, żeby w okolicznych marketach wydzielone zostały półki, tak aby 1-1-1-DSC_0009produkty z tym logo tam się znalazły. Wszystko jest możliwe i to bardzo dobrze funkcjonowało. Ale to znów jest kwestia mentalności konsumentów; bo zauważyłam że produkty z tym logo, Niemcy bardzo chętnie kupowali przede wszystkim ze względu na patriotyzm lokalny, taki lokalny najniższego szczebla ; to nie tylko produkt niemiecki, ale nasz – z naszego regionu. Gdybyśmy my dopracowali się tak świadomych konsumentów, którzy by przede wszystkim patrzyli nie na cenę, nie na jakieś nowinki ze świata , tylko na to, że to jest produkt z naszego regionu , to mogłoby to bardzo dobrze zafunkcjonować. I wcale nie ze szkodą dla producentów, bo to jest tylko kwestia dostarczenia odpowiedniej liczby produktów. A jeśli chodzi o na przykład o produkty mleczarskie, to jest tak dużo małych mleczarni, które robią tak doskonałe wyroby ….  zresztą wiele z nich ma nasz certyfikat „Jakość tradycja” …. że mogłyby tego typu produkty dostarczać. Swego czasu w Tesco była taka półka „z naszego regionu” i tam były produkty lokalnych mleczarni i nie wiem dlaczego szybko się to skończyło. I właśnie w tym kierunku można byłoby pójść.

S: Wiele osób chciałoby kupować produkty prosto od rolników. Czy polski rolnik jest na równych prawach z rolnikami innych państw UE jeśli chodzi o możliwość sprzedaży produktów z własnego gospodarstwa?

1-DSC_0360I B:   Jest na innych prawach. O równych czy nierównych można by tu dyskutować dokonując analizy gospodarczej, prawnej czy finansowej rolników starej Unii, natomiast chodzi tu o to, że nasi rolnicy mają poczucie, że czegoś nie mogą, że coś jest im zabronione, często w sposób absurdalny. I wydaje mi się, że mają w wielu przypadkach rację. Nasi rolnicy mogą sprzedawać swoje produkty nie tracąc statusu rolnika, ale pod pewnymi warunkami. W przepisach określony jest asortyment, który rolnik z własnego gospodarstwa może sprzedawać, ale też limity i ilości i wartość produkcji. Nasi rolnicy mają poczucie, że nie mogą sprzedawać pewnych rzeczy, przede wszystkim rzeczy przetworzonych i jest rozżalenie wśród rolników; „wszędzie mogą a u nas nie”. Z tym, że to wymaga też analizy, jaki jest status rolnika w Niemczech czy Austrii a jaki u nas. Tam rolnik podlega przepisom ustawy gospodarczej i funkcjonuje jako przedsiębiorca, natomiast u nas funkcjonuje jako rolnik. Moim zdaniem powinno się zmienić zasady traktowania gospodarstwa rolnego…  tak jak do tego są już przymiarki w sejmie… potraktowania go jako mikroprzedsiębiorstwa. Oczywiście z pewnymi ulgami, które dotyczą skali mikro a nie makro. Natomiast rolnicy u nas są rozżaleni, że nie mogą tłoczyć soków, olejów, że nie mogą sprzedawać wypieczonego w gospodarstwie chleba i wydaje mi się, że mają dużo w tym racji, ponieważ to są też wyroby na niewielką skalę. W dobrym kierunku poszły prace nad dwoma rozporządzeniami w ministerstwie rolnictwa i rozwoju wsi oraz 1-1-DSC_0017ministerstwie zdrowia, aby przynajmniej rozszerzyć możliwość sprzedaży produktów z gospodarstwa, zanim nie uporządkujemy statusu rolnika jako przedsiębiorcy.

S:To, że status naszego rolnika jest taki a nie inny, to w pewnym sensie także decyzja polityczna. Potrzebne są więc większe zmiany, np. rezygnacja z KRUS-u?

I B: Nie wnikam w politykę i w strategię poszczególnych partii, które budują sobie elektorat. Ale na pewno należy pewne rzeczy uporządkować i ucywilizować i można dostosować do standardów unijnych.

S:W Sejmie trwają prace nad rozszerzeniem możliwości sprzedaży bezpośredniej dla mających status rolnika. Autorzy projektów tych rozporządzeń, mówią o nim jako o przełomowym…

I B:   Jest to przełom, ale może nie aż tak wielki. Ja uważam, że jest to przełom na chwilę bieżącą. Dopóki nie opracuje się jakiejś spójnej 1-DSC_0401strategii dotyczącej polskiego rolnictwa, a przede wszystkim niewielkich gospodarstw, to oczywiście te dwa rozporządzenia spełnią znakomicie swoje zadanie, dlatego że porządkują pewne absurdy. Na przykład, że rolnik nie może sprzedawać jajek we własnym gospodarstwie, ale już 2 metry dalej postawi skrzynkę i będzie mógł sprzedawać. Albo to, że rolnik nie może upiec 10 bochenków chleba w gospodarstwie i sprzedać raz na tydzień albo wytłoczyć wspaniałego soku ze swoich wspaniałych jabłek, owoców często z ekologicznym certyfikatem. To są tego typu absurdy które mam nadzieję będą zlikwidowane, dzięki wprowadzeniu tych rozporządzeń w życie. Tutaj jest bardzo duży problem, jeśli chodzi o produkty pochodzenia roślinnego. Dlatego , że prace nad tym rozporządzeniem, ku zdziwieniu wszystkich posłów i instytucji pozarządowych, czy przedstawicieli producentów, zostały zahamowane podobno z powodu sprzeciwu UE. Tutaj jak mi się wydaje, sprawa wymaga bardzo wnikliwego wyjaśnienia, bo znowu wracamy do tego momentu gdy mówimy ” Unia tak chciała, tak wymaga i my robimy tak jak Unia”. I to jest rola posłów. Natomiast jeśli chodzi o produkty pochodzenia zwierzęcego i prace nad tym rozporządzeniem w ministerstwie rolnictwa, to sprawa wydaje się być na bardzo dobrej drodze, ministerstwo czeka tylko na opinię z Komisji Europejskiej, czyli idą w dobrym kierunku i jeśli tak się stanie, to katalog produktów pochodzenia zwierzęcego, które rolnik może sprzedawać z własnego gospodarstwa, typu mleko, masło, sery, … 1-DSC_0417oczywiście tylko sery twarogowe, bo sery podpuszczkowe można wytwarzać tylko w ramach działalności Marginalnej, Lokalnej i Ograniczonej… że rolnicy w szerszym stopniu będą mogli sprzedawać swoje przetworzone wyroby. Oczywiście tak jak w każdej działalności zawężonej i specjalnej potraktowanej, obowiązują i obowiązywać będą limity; ilościowe czy w uzyskaniu dochodów. Ale zawsze coś za coś. Niemniej jednak jest to duży przełom ułatwiający małym gospodarstwom, a zwłaszcza gospodarstwom ekologicznym, trafienie do konsumenta w sposób bezpośredni.

S:Niektórzy rolnicy, nie mogąc samotnie sprostać wymaganiom przepisów, organizują wspólne gminne kuchnie i tam wytwarzają. Czy to ważny kierunek w polskim rolnictwie?

I B: Bardzo ważny, pod kilkoma względami. Przede wszystkim umożliwia drobnym producentom, wytwarzanie produktów zgodnie z wymogami higieniczno- sanitarnymi. Nie każda gospodyni może sobie zorganizować taką kuchnię, która by na przykład spełniała wymogi Sanepidu. A jeśli zbiorą się gospodynie w danej wsi..czy to będzie koło gospodyń, stowarzyszenie, czy jakakolwiek luźna organizacja i na przykład przy szkole czy 1-DSC_0617straży pożarnej sobie taką kuchnię zorganizują i ta kuchnia zostanie odebrana przez służby sanitarne i weterynaryjne, to wszystko co będzie wytworzone w tej kuchni, będzie miało status produktów legalnych, wytwarzanych w dobrych warunkach. Po drugie , to ma także znaczenie społeczne. Chodzi o możliwość wspólnego działania, tworzenia pewnych wspólnot, czyli zaczątek grup producenckich czy konsorcjów mogących wspólnie sprzedawać te produkty. Uważam, że to jest dobra droga. Oczywiście nic na siłę.. to muszą być jakieś inicjatywy oddolne i lokalne, ludzie muszą chcieć coś razem zrobić. Ja znam kilka takich przypadków, m.in wśród naszych członków. Na przykład w Handzlówce na Podkarpaciu – tam gospodynie się zorganizowały i mają taką kuchnię. Wiem, że dużo tego typu inicjatyw powstaje w Małopolsce w ramach różnych projektów, m.in. szwajcarskich. My nazywamy to inkubatorami przedsiębiorczości, dlatego że rzeczywiście, gdy zaczną wspólnie coś produkować to potem zaczną myśleć jak to sprzedawać, jak promować, może to będzie powiązane z jakimiś lokalnymi świętami… czyli tworzy się cała infrastruktura społeczna i to też jest bardzo ważne.

S:A jeśli już rolnik zdecyduje się na zmianę statusu i zarejestrowanie jako przedsiębiorca, jak wygląda to w praktyce ?

1-DSC_0017I B: Niestety to zależy od miejsca z którego pochodzi rolnik, od regionu, od powiatu i od ludzi którzy są odpowiedzialni za jego rejestrację. Dlatego, że niestety jeśli chodzi o wykonywanie przepisów higieniczno – sanitarnych i weterynaryjnych, wykonywanie kontroli i stawianie wymogów , to interpretacja w tej chwili na szczeblach powiatowych, jest bardzo …powiedziałabym dowolna i naprawdę zależy to od człowieka, który się tym zajmuje. Są regiony, powiaty, województwa, gdzie ten powiatowy weterynarz czy inspektor sanitarny, jest przyjacielem małej przedsiębiorczości, nie skupia się przede wszystkim na utrudnianiu życia i na karaniu , tylko potrafi doradzić co zmienić i jak się przystosować,  i tam – a mamy takie sygnały od przetwórców – jest łatwo przejść tę drogę, by się zalegalizować… Ale są regiony, gdzie są stawiane często tak absurdalne wymogi, a często też …powiedziałabym nawet w wielu przypadkach …. działanie wskazujące na złą wolę urzędników, że to skutecznie odstrasza rolników od tego, by przejść ten szczebel wyżej i stać się przedsiębiorcami i przetwórcami. Tutaj powstaje taka absurdalna sytuacja, bardzo zła sytuacja, że często rolnik woli siedzieć cicho i sobie coś tam pokątnie zrobić, jakąś kiełbasę czy ser i sprzedać nawet indywidualnemu odbiorcy, który na zasadzie propagandy szeptanej przyjeżdża do niego i to kupuje. I jak mówi rolnik, ma święty spokój od wszelkiej kontroli, od wszelkiego gnębienia. Bo często to wygląda jak gnębienie tych przetwórców, stawianie im wymogów nieprzystawalnych 1-DSC_0551do skali i do rodzaju przetwórstwa. Na przykład jeśli ktoś tłoczy olej na zimno to często Sanepid stawia bardzo wyśrubowane wymagania hacapowskie ( HACCP – Hazard Analysis and Critical Control Point System-   narzędzie zarządzania bezpieczeństwem żywności). Owszem, HACCP jest wymagany niestety przy produkcji oleju, ale nie w takim wyśrubowanym stopniu jak w dużych zakładach i myślę , że to też odstrasza rolników, by legalizowali swoją działalność i stawali się producentami.

S:Państwo zrzeszacie tych rolników, którzy już zdecydowali się przejść na status przedsiębiorcy. Jakie więc znaczenie mają dla Państwa te próby rozszerzenia katalogu produktów do bezpośredniej sprzedaży ? 

I B: Bardzo duże. Nam zależy na tym, by w Polsce poszerzał się rynek produktów tradycyjnych, naturalnych, regionalnych, a ten rynek tworzy się na bazie gospodarstw rolnych. Dlatego, że to rolnicy są pierwszym ogniwem, który doprowadza w dalszej kolejności do lokalnego przetwórstwa.  Izba istnieje już 11 rok, więc mamy historyczny pogląd na tworzenie się tego rynku. Wielu naszych członków, którzy w tej chwili mają na przykład zakłady masarskie czy mleczarskie , było rolnikami i zaczynało od gospodarstw rolnych. Dlatego tak bardzo nam zależy na tym, żeby zacząć od podstaw czyli od gospodarstw rolnych, a być może u wielu przerodzi się to w przetwórstwo. Poza tym, bardzo ważna jest dla nas sprawa skrócenia drogi produktu od producenta do konsumenta i bazowanie w większym stopniu na produktach lokalnych. Nieodłącznie jest tu element powiązania; gospodarstw rolnych z przetwórcami. Naszymi członkami jest ponadto wiele osób, które mają status rolnika ale prowadzą działalność Marginalną Lokalną i Ograniczoną czyli przetwórstwo w zakresie produktów pochodzenia zwierzęcego; wyrabiają sery, wędliny, przetwarzają ryby… także to jest dla nas bardzo ważne, by to się nie działo w oderwaniu. Bazą dla produktów regionalnych dobrej jakości, jest dobry surowiec pochodzący z rolnictwa.

 rozmawiała: Dorota Nygren (Polskie Radio),  luty 2015

O sprzedaży bezpośredniej autorka tekstu rozmawia z Łukaszem Modelskim w programie „Droga przez mąkę”, w Programie Drugim Polskiego Radia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *